bieszczady

Końcówka zimy? Tak, czas coś zaplanować! :D

Trochę zabarłożyłyśmy w śnie zimowym. Na szczęście teraz dni już coraz dłuższe i naprawdę – chociaż śniegu jeszcze tony – wiosna już coraz bliżej. Warto zaplanować wiosenne wypady. Pomysł podsuwam już teraz. Tylko nie sugerujcie się zdjęciem. To ściema. Trasa, o której dziś napiszę, nie prowadzi połoninami. Góry ogląda się z pewnej odległości.

Lat kilka temu byłam z moimi przyjaciółmi na przepięknym wypadzie. Trwał cztery dni i założenie było proste: zobaczyć worek bieszczadzki z dystansu i przy tym jak najmniej podjeżdżać (podjazdy pokonywaliśmy pociągami), a jak najwięcej zjeżdżać.

Trasa wyglądała w skrócie tak: Przemyśl, stamtąd już na rowerze, 13 km do przesjścia w Medyce, a dalej do Mościsk, gdzie zaopatrzyć można się w jedzenie i na trasę na Lwów w kierunku Sambora. W Samborze w pociąg i na przełęcz Użocką, a właściwie do Sianek. 
Nocleg na przełęczy tuż obok budki strażników (jest ładne poletko, na którym pozwalają się rozbić z namiotem). Rano piękny zjazd z przełęczy Użockiej wzdłuż rzeki Uż, do przejścia granicznego ze Słowacją Małyj Beresnyj/Ubla i podjazd. 
Nocleg na przełęczy pod Vyhorlatem, gdzie jest obserwatorium astronomiczne. W związku z tym też bardzo ciekawe towarzystwo tam bywa. Można spać w domkach. I posłuchać opowieści o „hvezdokupach”.
Trzeciego dnia 4-km zjazd do miasteczka Humenne, które można sobie pozwiedzać. Dalej pociąg do Medzilaborców i do kolejnego na przełęcz Łupkowską. I dalej w dół do Łupkowa. My jechaliśmy dalej do Cisnej i przez Lesko do Zagórza.

Pogodę trafiliśmy idealną, na trasie spotkaliśmy niesamowitych ludzi, a rozkwiecone i mieniące się w zachodzącym słońcu łąki do dziś mam w pamięci.

Najciekawsze miejsca na trasie:

  • Stare, drewniane chaty na drodze do Sambora. Pomalowane na wszystkie kolory, a przed nimi rozkwiecone ogródki. Bajkowe chatki.
  • Nocleg na przełęczy Użockiej. Tuż przy chatce strażników. I chociaż byli zdziwieni, że właśnie tam, nie protestowali. Rano przyjechał „gimbus”, czyli ciężarówka z dziećmi na pace. Dzieci oglądały pomnik i generalnie przez godzinę nie przestawały biegać. Potem zapakowały się na pakę z odjechały.
  • Zjazd z przełęczy Użockiej. Dłuuuugi i piękny.
  • Nocleg w domkach przy obserwatorium. I rozmowy ze znawcami „hvezdokup”. Naprawdę, ciężki ten słowacki, ale z każdą godziną coraz bardziej podobny do naszego.
  • Humenne – słowackie miasteczko z cerkiewką i skansenem. Bardzo ładne i zadbane.
  • Zjazd z przełęczy Łupkowskiej. Ach co to były za prędkości…
  • Siekierezada. Kto był, ten wie, kto nie był, niech pojedzie.

Przydają się takie rzeczy:

  • Rower z dobrymi hamulcami i bagażnikiem
  • Sakwy – plecak jest zdecydowanie gorzej sprawdzającym się wyposażeniem, chociaż niektórzy lubią
  • Namiot i śpiwór, dość ciepły, bo noce na przełęczach chłodne
  • Kask – niektórzy bez niego na rower nie wsiądą, ja po tym wyjeździe też rzadko wsiadam bez kasku. Prędkości przy zjeździe z przełęczy Łupkowskiej dochodziły do 60 km/h
  •  I takie tam inne rzeczy, co umilają podróż: okularki, krem do opalania (a co, można sobie już pomarzyć)
  • Jedzenie do nabycia w drodze, ale jak ktoś lubi gotować, to też może wziąć potrzebne sprzęty
Najchętniej już teraz wybrałabym się w tę trasę jeszcze raz. Niewykluczone zresztą, że zrobimy to wiosną. W/w wyjazd odbył się w któryś z długich majowych weekendów. Serce podpowiada mi, że było to bliżej końca maja niż początku.
Kasia

* A wszystko to wymyślił i jeszcze do tego wcześniej przejechał Tomek Nakielski, człowiek, który zamiast zabawkami bawił się mapami. Dzięki Tomek 🙂

** Jak tylko znajdę, wrzucę fotki!

(0)

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com