Startujemy ze sklepem!

Można było spędzić kolejne tygodnie na dopieszczaniu, a można było odpalić i dopieszczać potem. Wybrałyśmy ten drugi scenariusz. Niniejszym oddajemy w Wasze ręce nasz mały sklepik: sklep.bajerynarowery.pl!

Przygotowania trwały długo. Trochę nawet za długo. Ale tak to jest, gdy równolegle z własnymi projektami trzeba regularnie i oddanie udzielać się w pracy podstawowej… Na szczęście wszystko się udało, mamy pierwsze produkty (kupowałyśmy je jeszcze mroźną zimą), działają płatności i wybór przesyłki. Na zachętę dla naszych pierwszych Klientów w pierwszych dniach zarządziłyśmy WYSYŁKĘ GRATIS! Buszujcie więc, zamawiajcie okulary, saszetki i – lada moment – lampki silikonowe. Niebawem pojawią się też peleryny rowerowe!

Gdyby pojawiły się problemy, odpowiemy na wszystkie pytania. Zgłaszajcie nam nawet najmniejsze, najdrobniejsze sprawy. 

K.

(0)
jamamirower

Z tęsknoty za latem

Tak właśnie. Z tęsknoty za latem pojechałyśmy ostatnio przeganiać zimę. Okutane, ale nie aż tak, jak powinnyśmy (przynajmniej ja), wybrałyśmy się u schyłku dnia w stronę Wisły.

I jak zwykle o tej porze roku, czyli w drugiej połowie zimy, czyli gdzieś w jej 5 miesiącu, czyli po pół roku kiszenia się w domu, rzuciło nas na tych rowerach na Siekierki. Niby tuż obok Śródmieścia, a chwilami wrażenie, jakby było się za Piasecznem. I wiecznie widoczne, jak jakiś posępny drogowskaz, kominy elektrociepłowni. My – metodą „skręćmy może tu, albo tu jest fajnie” – dotarłyśmy do Bartyckej. Ale jeszcze ciekawiej jest między elektrociepłownią a Wisłą. Wybierzcie się kiedyś.

Na Bartyckiej okazało się, że do wiosny jednak jeszcze daleko. Bo jak schowało się słońce, to zaczęło mrozić jak na jakimś górskim szczycie. Twarde byłyśmy jednak jak skały i do końca, do domu na Ursynów dojechałyśmy – już mroźną nocą – o własnych siłach.

I jeszcze jedno: warto jednak zabierać światełka, nawet jeżeli ma się pewność powrotu „za chwilę”. Nam z chwili zrobiło się 25 km 🙂

To trasa:

A tak było:

Tęsknię już za komarami…

K.

(0)
bieszczady

Końcówka zimy? Tak, czas coś zaplanować! :D

Trochę zabarłożyłyśmy w śnie zimowym. Na szczęście teraz dni już coraz dłuższe i naprawdę – chociaż śniegu jeszcze tony – wiosna już coraz bliżej. Warto zaplanować wiosenne wypady. Pomysł podsuwam już teraz. Tylko nie sugerujcie się zdjęciem. To ściema. Trasa, o której dziś napiszę, nie prowadzi połoninami. Góry ogląda się z pewnej odległości.

Lat kilka temu byłam z moimi przyjaciółmi na przepięknym wypadzie. Trwał cztery dni i założenie było proste: zobaczyć worek bieszczadzki z dystansu i przy tym jak najmniej podjeżdżać (podjazdy pokonywaliśmy pociągami), a jak najwięcej zjeżdżać.

Trasa wyglądała w skrócie tak: Przemyśl, stamtąd już na rowerze, 13 km do przesjścia w Medyce, a dalej do Mościsk, gdzie zaopatrzyć można się w jedzenie i na trasę na Lwów w kierunku Sambora. W Samborze w pociąg i na przełęcz Użocką, a właściwie do Sianek. 
Nocleg na przełęczy tuż obok budki strażników (jest ładne poletko, na którym pozwalają się rozbić z namiotem). Rano piękny zjazd z przełęczy Użockiej wzdłuż rzeki Uż, do przejścia granicznego ze Słowacją Małyj Beresnyj/Ubla i podjazd. 
Nocleg na przełęczy pod Vyhorlatem, gdzie jest obserwatorium astronomiczne. W związku z tym też bardzo ciekawe towarzystwo tam bywa. Można spać w domkach. I posłuchać opowieści o „hvezdokupach”.
Trzeciego dnia 4-km zjazd do miasteczka Humenne, które można sobie pozwiedzać. Dalej pociąg do Medzilaborców i do kolejnego na przełęcz Łupkowską. I dalej w dół do Łupkowa. My jechaliśmy dalej do Cisnej i przez Lesko do Zagórza.

Pogodę trafiliśmy idealną, na trasie spotkaliśmy niesamowitych ludzi, a rozkwiecone i mieniące się w zachodzącym słońcu łąki do dziś mam w pamięci.

Najciekawsze miejsca na trasie:

  • Stare, drewniane chaty na drodze do Sambora. Pomalowane na wszystkie kolory, a przed nimi rozkwiecone ogródki. Bajkowe chatki.
  • Nocleg na przełęczy Użockiej. Tuż przy chatce strażników. I chociaż byli zdziwieni, że właśnie tam, nie protestowali. Rano przyjechał „gimbus”, czyli ciężarówka z dziećmi na pace. Dzieci oglądały pomnik i generalnie przez godzinę nie przestawały biegać. Potem zapakowały się na pakę z odjechały.
  • Zjazd z przełęczy Użockiej. Dłuuuugi i piękny.
  • Nocleg w domkach przy obserwatorium. I rozmowy ze znawcami „hvezdokup”. Naprawdę, ciężki ten słowacki, ale z każdą godziną coraz bardziej podobny do naszego.
  • Humenne – słowackie miasteczko z cerkiewką i skansenem. Bardzo ładne i zadbane.
  • Zjazd z przełęczy Łupkowskiej. Ach co to były za prędkości…
  • Siekierezada. Kto był, ten wie, kto nie był, niech pojedzie.

Przydają się takie rzeczy:

  • Rower z dobrymi hamulcami i bagażnikiem
  • Sakwy – plecak jest zdecydowanie gorzej sprawdzającym się wyposażeniem, chociaż niektórzy lubią
  • Namiot i śpiwór, dość ciepły, bo noce na przełęczach chłodne
  • Kask – niektórzy bez niego na rower nie wsiądą, ja po tym wyjeździe też rzadko wsiadam bez kasku. Prędkości przy zjeździe z przełęczy Łupkowskiej dochodziły do 60 km/h
  •  I takie tam inne rzeczy, co umilają podróż: okularki, krem do opalania (a co, można sobie już pomarzyć)
  • Jedzenie do nabycia w drodze, ale jak ktoś lubi gotować, to też może wziąć potrzebne sprzęty
Najchętniej już teraz wybrałabym się w tę trasę jeszcze raz. Niewykluczone zresztą, że zrobimy to wiosną. W/w wyjazd odbył się w któryś z długich majowych weekendów. Serce podpowiada mi, że było to bliżej końca maja niż początku.
Kasia

* A wszystko to wymyślił i jeszcze do tego wcześniej przejechał Tomek Nakielski, człowiek, który zamiast zabawkami bawił się mapami. Dzięki Tomek 🙂

** Jak tylko znajdę, wrzucę fotki!

(0)
klapki

Notatki z podróży. Rower, peleryna i mokre klapki

Kartka z notatnika z podróży:
„Na ulicy szaleje straszna ulewa, która jednak nie zakłóca sporego już o tej porze ruchu, ani też porannej krzątaniny mieszkańców miasta. Nikt nie biega w popłochu, nie ucieka przed deszczem. Ludzie poruszają się nie zwracając uwagi na aurę. Wszystko odbywa się w zwykłym tempie. Akceptując rzeczywistość wyciągają niewiadomo skąd wymyślne, kolorowe, nieprzemakalne okrycia, które szczelnie chronią ich przed strumieniami wody. Brodzą w ogromnych, tworzących się w mgnieniu oka kałużach, nie przejmując się wcale tym, że ich obuwie staje się momentalnie mokre. W panującym upale klapki, do których wlewa się i zaraz potem wylewa woda będą suche, gdy tylko przestanie padać. Kierowcy rowerów, motorowerów, motocykli i innych pojazdów czy wózków przejeżdżają przykryci barwnymi pałatkami przeciwdeszczowymi. Moda rowerowo-motorowa jest przemyślna. W zależności od ilości podróżujących osób peleryna ma jeden, dwa, a nawet trzy kaptury, jeżeli przed kierowcą przewożone jest dziecko. Zwykle stoi ono na przedzie skutera tuż za kierownicą. Maluchy podróżują w ten sposób od momentu, kiedy są w stanie w miarę pewnie utrzymać się na nogach. Niektórzy jeżdżą pod kolorowymi, haftowanymi parasolkami upstrzonymi koronkami. Zwykle to kobieta siedząca z tyłu dba o kierowcę, aby ten nie zmókł. Skutery będące taksówkami mają na stałe zamontowane parasolki przedłużone do tyłu tak, aby chronić pasażera. Reflektory przesłonięte są przezroczystymi szybkami wszytymi w pałatki, które dodatkowo posiadają otwory na lusterka, reflektory i inne niezbędne oprzyrządowanie pojazdu. Podobne przezroczyste fragmenty znajdują się po obu stronach kaptura, aby bez trudu można było popatrzeć w bok. Obserwujemy deszczową modę z wielkim zainteresowaniem i postanawiamy przywieźć sobie z Chin podobne, kolorowe, najlepiej przyozdobione chińskimi znakami peleryny na rower. Zakup ich jednak okaże się nie lada wyczynem, ale o tym nieco później. Na razie przyjmujemy, że skoro każdy to ma, to zapewne wystarczy odwiedzić uliczny stragan.”
Ania
(0)
rowerki swiatla

Night biking, czyli jak BEZPIECZNIE (nawet w ubranku batmana) jeździć nocą

Trochę łamałam się przed napisaniem tego posta. Bo z jednej strony sporo jeżdżę samochodem, a z drugiej – oczywiście – rowerem. I o jeżdżeniu rowerem po ciemku muszę napisać z uwzględnieniem interesów obu grup.

Ostatnie pomiary pokazują, że dni trwają ok. ośmiu godzin, czyli dokładnie tyle, ile spędza się w pracy. Dlatego praktycznie pewnie nie macie dnia bez jeżdżenia rowerem w ciemnościach. I tu trzeba pomyśleć o bezpieczeństwie czyli o… oświetleniu.

Dla kierowcy samochodu, w ciężkich warunkach – gęstej mgle czy w egipskich ciemnościach – niewystarczające może być (z baterią często na wyczerpaniu) tylko jedno światełko ledowe z przodu i jedno z tyłu. Coraz poważniej myślimy o sprowadzaniu – poza pelerynami rowerowymi – też światełek na koła rowerów.

Oto, co można zrobić z oświetleniem kół:

Może nie aż takie, ale znaleźliśmy światełka, które są w zasięgu możliwości przeciętnego śmiertelnika: lampki ledowe nakręcane na wentyle – uruchamiają się pod wpływem ruchu.

Koszt niewielki, chyba ściągniemy do wypróbowania. Jedna z nas pojedzie rowerem, a druga samochodem i zobaczymy, co powie o widoczności roweru. Zrobimy też filmik i wrzucimy!

Kasia

(0)
rowery-chiny

Witajcie! Najpierw o pelerynach

Bloga, a właściwie sklep, wymyśliłyśmy po powrocie z Chin. To właśnie tam po raz pierwszy miałyśmy okazję zobaczyć:

  • tyle rowerów na raz na jednym skrzyżowaniu
  • jak rowerzyści (i skuterzyści też) radzą sobie z ogromnymi ulewami
 

Byłyśmy zachwycone! Do dziś żałujemy, że wtedy z Chin przywiozłyśmy tylko JEDNĄ chińską pelerynę rowerową, która idealnie sprawdza się w deszczu. Chińczycy mają ich odmian dziesiątki jak nie setki: z okienkami po bokach, bez okienek, na samego rowerzystę, na rowerzystę i rower, na lusterka (to dla skuterów), bez lusterek, z łapkami i bez łapek, dziesiątki kolorów, wzorów…

Materiały, z którego są wykonane są peleryny rowerowe, są na tyle mocne i ciężkie, że peleryny mogą służyć latami i wiejący przy okazji ulew wiatr nie podwiewa ich do góry. 

Powszechnym jest widok, jak rowerzysta parkuje rower, zdejmuje pelerynę, a spod niej wyłania się pięknie ubrana w sukienkę, umalowana Chinka, która wchodzi do urzędu załatwiać swoje sprawy. Albo Chińczyk w garniturze, który właśnie przyjechał do pracy.

I wtedy właśnie do głowy przyszło nam, by do Polski takie peleryny sprowadzać. A jak peleryny, to może i inne gadżety na rower? Tak powstały BajeryNaRowery.pl. Na początek blog: to tu będziemy zamieszczać ciekawe i nowatorskie gadżety rowerowe z całego świata. Z czasem uruchomimy też rzeczony sklep – tak, by niektóre z tych rzeczy móc Wam zaoferować.

Wpadajcie do nas, ale też sygnalizujcie, czego jako rowerzyści potrzebujecie najbardziej! Ania i Kasia

UAKTUALNIENIE: 18.09.2013

Prawie rok musiał minąć, żeby w naszym sklepie pojawiły się pierwsze prawdziwe peleryny rowerowe. Wreszcie są, lada moment będzie ich jeszcze więcej. Kto chętny, niech się spieszy, bo w tym tempie zaraz się skończą! Można je kupić ——> TU.

A tu: więcej o tym, jakie są nasze peleryny rowerowe.

(0)

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com