zdjęcie-23

O torbie i bransoletkach rowerowych

Najpierw jest jeżdżenie rowerem do pracy raz na kilka dni. Jest miło, ale jak pada, zostawiasz bajka w domu i wybierasz auto. Potem okazuje się, że jak już złapie cię jakiś deszcz na rowerze, nie ma tragedii, zwłaszcza jeżeli dzieje się to w drodze do domu. Potem po raz pierwszy decydujesz się jechać do pracy rowerem, gdy wokół grzmi i leje. W końcu orientujesz się, że samochód stoi na parkingu w zasadzie przez większość tygodnia, a rower staje się codziennym środkiem transportu.

Jeździsz nim do pracy (nie trzeba szukać miejsca do parkowania), po zakupy (dowozisz ciężkie siatki od sklepu pod same drzwi, nie trzeba dźwigać), na spotkania (ach te miejsca parkingowe…). Wszędzie. Nawet przetransportowanie dużej paczki nie jest problemem 🙂 .

zdjęcie-24

A jak tak, to – zwłaszcza, jeżeli jesteś kobietą – potrzebujesz rowerowej torby. Może nie do przewożenia paczek, ale wszystkie wiemy, jak ważna jest damska torebka. Ja swojej szukałam długo. Przeglądałam sklepy internetowe i prawdziwe, ale nic z tego nie wynikało. Torby albo za bardzo przypominały sakwy, albo były podłużne, jak jamniki (i małe, peleryna mogłaby nie wejść), albo po przypięciu do roweru układały się jak szmata. Wszystkie były po prostu… brzydkie!

I w tym momencie Wera przeczytała w moich myślach. Bo jak już zdecydowałam się na jedną z tych brzydkich toreb, nagle przyszło zaproszenie do polubienia MADAME VELO na Facebooku. Okazało się, że Werka właśnie rozkręca interes – rowerowe, eleganckie torby. Jejciu, jakie one piękne. Jedna spodobała mi się szczególnie – kolor ma niebieski albo zielony, albo ciemnomorski (Wera, jaki to jest kolor??) z białymi wykończeniami. Zamówiłam, jak tylko torby pojawiły się w sprzedaży.

Pierwsze testy wypadły super! Torba wygląda pięknie na rowerze, ale równie idealnie pasuje do marynarki czy spódnicy, gdy już odczepiam ją od roweru. Nadaje się na spacer, na miasto. Wszędzie. Ale to nie wszystko. Nie wróżyłam jej dobrze, jak pewnego dnia przyszło mi wracać z pracy w ulewie. Ja dzięki pelerynie rowerowej – oczywiście błękitnej, żeby pasowała – byłam zupełnie sucha. Ale jak dotknęłam torby, ta wyglądała, jakby zebrała całą wodę z okolicy. Byłam przekonana, że wszystko w środku jest mokre! W domu pierwsze zdziwienie: rzeczy były suchutkie. Teraz zaczęłam się martwić, czy będę miała z czym jechać następnego dnia do pracy – wyglądało, jakby miała schnąć tydzień. Z czarnymi myślami poszłam z psem, wracam, patrzę, a tu – torba suchutka! Jak to się stało, że ona wyschła w pół godziny, nie mam pojęcia. Ale zrobiła to.

W lipcu zamówiłam drugą torbę rowerową, a właściwie plecak – dla mamy. Szary, z ćwiekami. Świetnie się komponuje z jej szarymi ciuchami, które często nosi.

Ale to nie wszystko.

Oprócz peleryny chciałam, żeby coś jeszcze pasowało do mojej torby. I zaczęłam szukać biżuterii rowerowej (i przyznaję: też biegowej). Okazało się, że sporo jest bransoletek z małymi rowerkami, ale albo nie takie są kolory, albo np. w danej bransoletce pasuje mi jedna zawieszka, a druga nie. Postanowiłam, że sama się za to zabiorę. Zamówiłam pierwsze rowerki, rzemyki i zaczęłam dziergać. Tak powstały bransoletki Biciklo i BigBiciklo. Mają kolory: czarny, miętowy i sorbetu arbuzowego. Przyznaję, że sama na razie najczęściej wybieram ten miętowy, ale pewnie już niedługo, im bliżej będzie jesieni, będę bardziej skłaniać się do czarnego.

To jednak wciąż nie wszystko. Przyszły do mnie właśnie nowe zawieszki i idą za nimi nowe bransoletki. Już gotowych jest kilka bransoletek z różą wiatrów (dla miłośników wypraw i orientacji), będą też opcje z różą i rowerkiem oraz z różą i bucikiem biegowym (dla takich, którzy jeżdżą na orientację rowerem i biegają z mapą po lasach). W planach też są (a nawet kilka już zrobiłam) bransoletki triathlonowe (rowerek, bucik i pływak) i biegowe (z bucikiem do biegania). Kolory na razie pozostają: czarny, miętowy i sorbetowy. Już niedługo wszystko będzie w sklepie.

K.

Leave Your Comment

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com