img_7096

#roweremdopracy – patenty na zimę

„Przyjechałaś rowerem? Nie zimno ci?!”

„Nie, no nie mów, że przyjechałaś rowerem!”

„Ale dzisiaj to już na pewno nie przyjechałaś rowerem!”

Przyjechałam. Nie zimno. Wiecie, jak to robię?

Przede wszystkim końcówki

img_0450Najbardziej ze wszystkiego zabezpieczam głowę, ręce i stopy. I to bez ceregieli. nie jakimś goreteksem, folią ani niczym takim. Na głowę zakładam wełnianą czapę, na szyję – ciepły, wełniany szalik, a na ręce i stopy – kożuchowe rękawice i buty.

Dwupalczaste rękawice kupujemy z mamą u górali na targu, jedna para wystarcza na kilka sezonów. Kosztują 50-70 zł i są naprawdę bezkonkurencyjne. Na nogi najlepiej sprawdzają się buty typu EMU, moje to akurat BooRoo. Kupione w TkMaxxx za nie pamiętam już ile – chyba ok. 200 zł. Są całe skórzano-zamszowe, w środku kożuchowa wyściółka. Rzadko kiedy udaje mi się w nich przegrzać, ale też prawie nigdy w nich marznę. Do butów zakładam wełniane skarpetki – w zależności od pogody albo grube, albo cieniutkie, takie grubości bawełnianych. Jeżeli jest koło zera, zdarza mi się zamiast botków zakładać długie kozaki do kolan, pod spód jednak koniecznie dokładam wełniane zakolanówki (żeby chronić kolana przed chłodem).

Wełna wszędzie

Zimą nie rezygnuje ze spódnic. Przeciwnie – lubię je chyba jeszcze bardziej niż latem. Jedyny wymóg to to, że muszą być w miarę długie – przynajmniej do kolana, a najlepiej za – i najlepiej wełniane. Mam na razie dwie takie na na tym na pewno się nie skończy (wciąż wyszukuję nowe w lumpeksach – koszt ok. 12-15 zł/szt.). Do pracy rowerem jeżdżę w wełnianym płaszczu, który sięga do kolan. Ponieważ jednak podczas jazdy na rowerze odsłaniają się kolana i wieje, w chłodniejsze, mroźne, czy wietrzne dni pod spód zakładam bardzo długi, taki sięgający za kolana, sweter. Ma krój szlafroka z wąskimi rękawami i gdy tylko dotyka nóg, już chroni przed chłodem. Pod taką konfigurację (płaszcz+sweter) mogę założyć naprawdę cienką bluzkę lub koszulę i wcale nie marznę. Nawet przy -15.

Mało tego. Zwykle już po pierwszych dwóch kilometrach rozgrzewam się na tyle, że myślę o rozpinaniu guzika płaszcza i poluzowuję szalik.

Zimowe opony na rower

img_7089Zapytacie pewnie jeszcze: a co z rowerem? Roweru do dojazdów do pracy używam tego samego, co przez większość roku. Większość, bo latem czasem śmigam kolarką, a ta już zimą zupełnie odpada (łyse opony+brak błotników).

„Przygoda” to duży, miejski holender Pointer Gloria z kołami 28 cali. Siedząc na nim, mam wyprostowaną sylwetkę, siedzę dość wysoko. Jedyne, co zmieniam w nim teraz, to opony – te, które miałam do tej pory, są już za bardzo wytarte i zniszczone. Gdyby teraz było lato, zdecydowałabym się pewnie na zwykłe miejskie, ale że wita nas zima, wybrałam takie z wyraźniejszym bieżnikiem – Continental Tour Ride 28. Na razie nie powiem, jak się sprawują, bo jeszcze nie zamontowałam. Gdy tylko to nastąpi, od razu podzielę się z Wami wrażeniami.

Ale spokojnie z tymi oponami. To pierwszy rok, kiedy wymieniam w rowerze opony na zimę (zwykle robię to tylko w aucie). Przeważnie przejeżdżałam zimę dokładnie na tych samych oponach, co resztę roku, i tylko raz (przez robienie zdjęcia w czasie jazdy – głupota) wywróciłam się, bo nie zobaczyłam lodu. Przy zachowaniu ostrożności, uważności i spokojnej jeździe nic nie powinno się stać 🙂

Także, drodzy Państwo, na rowery! #roweremdopracy

img_7096

Leave Your Comment

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com